Podstawy żywienia kota

Na temat teorii żywienia kotów napisano już niejeden poradnik; sek w tym, że teoria nie zawsze ma wiele wspólnego z praktyką, a poza tym koty, to urodzeni indywidualiści, więc coś, co sprawdza się u jednego z nich niekoniecznie musi sprawdzić się u pozostałych.
Mimo wszystko, warto postarać się, by znaleźć jakąś optymalną dietę dla naszego przyjaciela, bowiem od niej zależy nie tylko jego zdrowie i kondycja, ale też nasz święty spokój (tzn. bądźmy poważni – jeśli ktoś marzy o świętym spokoju, niech nie kupuje kota; ale to już prawdopodobnie wiecie). Wybór diety powinien być rozsądnym kompromisem pomiędzy kocimi potrzebami, równie kocim wyrafinowanym podniebieniem, a... zupełnie ludzkim parametrem, jakim jest zasobność portfela (sorry, nikt nie mówił, że będzie łatwo).

Karma kontra domowe żarełko
Zanim cokolwiek zdecydujemy, musimy rozważyć pewną zasadniczą kwestię - żywić naszego futrzaka „domowymi” sposobami, czy wybrać gotową karmę. Jeśli zdecydujemy się na pierwszą opcję, pamiętajmy, że żywienie domowe to zupełnie nie to samo, co dawanie kotu resztek z obiadu. Kot posiada nieco inną konstrukcję, niż człowiek, i z tego powodu potrzebuje tez innej diety (co nie oznacza, że nie będzie domagał się pizzy albo śledzika). Generalnie koty są mięsożercami i ich układ pokarmowy jest przystosowany do trawienia głównie mięsa – mają na tyle krótkie jelita, że zwyczajnie nie są w stanie przyswoić substancji odżywczych z pokarmu roślinnego, nawet, jeśli zjedzą go pełną michę.
Oczywiście, możemy żywić naszego mruczka domowym pożywieniem, ale oznacza to, że... będziemy je przygotowywać specjalnie dla niego, bez przypraw i innych wynalazków. Jak można się domyślić, tego rodzaju rozwiązanie wymaga nieco wysiłku i wiedzy (a przynajmniej zaznajomienia się z terminem „zbilansowana dieta”, bo taka oparta na najtańszych podrobach z bilansem ma mało wspólnego). Skutkiem tego 99,9 proc. właścicieli kotów prędzej czy później (zwykle prędzej) przechodzi na gotowe karmy.

Kocie picie
Generalnie, karmy dla kotów możemy podzielić na suche (chrupki) oraz mokre (pasztety i kawałki mięcha w sosie lub galaretce). Karmy suche są zdecydowanie tańsze, ale jeśli zdecydujemy się na taką właśnie dietę, pamiętajmy o regularnym zachęcaniu kota do picie. Jak już zapewne wiecie, zachęcenie futrzaka do czegokolwiek nie jest proste, o ile sam się wcześniej nie zachęci. Pewnym rozwiązaniem może tu być stosowanie wody z dodatkiem kocimiętki, ale to znów wiąże się z pewnymi kosztami (specjalne wody dla kotów z jakiegoś powodu nie są tanie). Mimo wszystko, pamiętajmy, by zadbać o odpowiednie nawodnienie naszego futrzaka, bowiem w zwykłych warunkach koty piją niewiele lub wcale – zwykle wystarcza im tyle wilgoci, ile zmieści się w upolowanym mięsku. Jeśli więc zamiast mięska upolują suchą karmę, może dojść do odwodnienia, które stanowi prostą drogę do poważnych zaburzeń, a nawet do śmierci.

Jak wybierać karmę?
Jeżeli zdecydujemy się na karmę mokrą, przeczytajmy uważnie jej skład; nie musimy się na tym znać, tym bardziej, że producenci staną na rzęsach, by przekonać nas o wyższości swojej karmy nad innymi. Tym, na co tak naprawdę powinniśmy zwrócić uwagę, jest zawartość białka zwierzęcego – im jest wyższa, tym lepiej, i tyle zapamiętajmy.
Jeśli natomiast wybierzemy karmę suchą, również poświęćmy kilka chwil na lekturę jej składu. Generalnie, karmy najtańsze możemy z definicji skreślić, bowiem zawierają one bliżej niezidentyfikowane „mięso”, a także barwniki i konserwanty, co jak łatwo się domyślić, niekoniecznie wpłynie pozytywnie na naszego mruczka. Czytając etykiety, zwróćmy więc znów uwagę na ilość białka (im więcej, tym lepiej), a także na dokładność opisu oraz jego różnorodność.

Jak i gdzie kupować?
W przypadku gotowej karmy niezmiernie ważny jest nie tylko jej skład, ale także wydajność – może się bowiem okazać, że karma tańsza jest mniej wydajna, i w rzeczywistości wydajemy na nią znacznie więcej, niż gdybyśmy wybrali karmę droższą, ale bardziej „konkretną”.
Kolejnym zagadnieniem, jest miejsce, gdzie będziemy kupować karmę – zwykle ta kupiona w osiedlowym sklepie zoologicznym wyjdzie nieco drożej, niż kupiona przez Internet. Z kolei karmy dostępne w hipermarketach najczęściej są niskiej jakości, więc będą mniej sycące (i oczywiście mniej zdrowe), czyli w efekcie kot zje ich więcej, czyli... żadna oszczędność.
Najbardziej opłacalne jest kupowanie karmy w dużych, ekonomicznych paczkach – pamiętajmy jednak, by po każdym użyciu szczelnie je zamknąć – a nuż nasz futrzak wpadnie na pomysł, by zafundować sobie małą dokładkę, a zbieranie karmy (suchej czy mokrej) przy wtórze przekleństw domowników i zadowolonego mruczenia sprawcy to nie jest coś, co tygrysy lubią najbardziej.

Story Page